130 tys. Wartburgiem

Czwartek, 26 czerwca 2014 (17:00)
Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

Przed tygodniem publikowaliśmy badanie drogowe Wartburga 353 W z roku 1983. W "Motorze" nr 5 z 1984 roku wydrukowano krytyczny głos użytkownika takiego Wartburga. - Dla Wartburga nie ma drogi nieprzejezdnej - czytamy w tekście.

Zdjęcie

Wartburg 353 W /Motor
Wartburg 353 W - badanie drogowe "Motoru"

W "Motorze" nr 46 z 13 listopada 1983 roku - badanie drogowe Wartburga 353 W czytaj więcej

Przedstawiony w Motorze nr 46/83 test samochodu Wartburg 353 W wzbudził duże zainteresowanie wśród Czytelników. Otrzymaliśmy wiele listów. Jeden z nich chcielibyśmy przedstawić. Zawarte w nim spostrzeżenia są efektem wieloletniej eksploatacji samochodu tej marki. Publikując list p. Andrzeja Barczykowskiego zdajemy sobie sprawę, że niektóre z przedstawionych w nim poglądów mogą nie znaleźć potwierdzenia u innych Czytelników. Wymiana doświadczeń jest jednak zawsze korzystna. Pozwoli innym użytkownikom, szczególnie tym mniej zaawansowanym, dokładniej poznać samochód Wartburg. Sprostować natomiast należy pogląd, że współczynnik Cx zależny jest tylko od prędkości samochodu. W rzeczywistości na jego wartość ma wpływ przede wszystkim kształt nadwozia.

Piszę ten list po przeczytaniu 67. badania drogowego. Tak się składa, że mimo młodego wieku (27 lat) mam od kilkunastu lat niewątpliwą przyjemność jeździć samochodem marki Wartburg.

Reklama

Kiedy skończyłem 16 lat, jeździłem Wartburgiem 311 z 1956 r. o bardzo niskim numerze fabrycznym. Przejechałem nim blisko 25 tys. km. Po dwóch latach rodzice odkupili Wartburga 353 z 1968 r. którym przejechałem do tej pory 105 tys. km.

Zdjęcie

"Motor" 5/1984 /Motor
"Motor" 5/1984
/Motor

Wracając do opublikowanego na łamach Motoru 67. badania drogowego. Niestety, nie ze wszystkimi uwagami i spostrzeżeniami się zgadzam i dlatego właściwie piszę. Zastrzeżenia dotyczące niezbyt aerodynamicznej sylwetki Wartburga uważam za nieco przesadzone. Nie jestem w tej dziedzinie fachowcem, ale wydaje mi się, że tzw. współczynnik Cx odgrywa większą rolę dopiero przy prędkościach 90-100 km/h i wyższych. Nasze aktualne przepisy pozwalają natomiast na prędkość 90-110 km/h, poza tym, moim zdaniem, Wartburg najlepiej prowadzi się przy prędkości rzędu 85-95 km/h, a więc można obyć się jeszcze bez tego współczynnika. Za to sylwetka Wartburga na pewno należy do przyjemnych, a już na pewno łatwość i możliwość zdemontowania dosłownie prawie każdego elementu nadwozia, stanowi niewątpliwie jego wielką zaletę. Zresztą założenie spoilera w eksploatowanym przeze mnie modelu potwierdza dążenie konstruktorów z NRD do poprawienia opływu powietrza. Jednocześnie jest to wspaniałe miejsce do montażu halogenowych świateł przeciwmgielnych, które bardzo polecam.

Waszym zdaniem siedzenia zapewniają w miarę wygodną pozycję, zaś usytuowanie kierownicy jest nie najlepsze. Pokonywałem ostatnio trasę 1200 km w 20 godzin. Ani na tej trasie, ani na żadnej innej nie odczuwałem zmęczenia wynikającego ze źle usytuowanej kierownicy czy złych siedzeń, a trzeba pamiętać, że fotele w moim pojeździe mają już 13 lat. Natomiast zastrzeżenia co do stojącego układu pedałów, całkowicie popieram. Co prawda nie mam żadnych zastrzeżeń funkcjonalnych, ale wałek pedałów znajduje się pod podłogą i jest narażony na silne zniszczenia mechaniczne, mimo częstego smarowania. W moim samochodzie już dwukrotnie tulejowałem pedały i obecnie znów mam duży luz poosiowy, co jest nieprzyjemne i niebezpieczne. Myślę o ponownym założeniu układu wiszącego, adaptując go z samochodu marki Trabant. Jestem naprawdę zawiedziony, że tego usprawnienia nie wdrożyli fachowcy z Eisenach w najnowszym modelu.

Rozmieszczenie wskaźników na tablicy rozdzielczej jest rzeczywiście bardzo dobre, natomiast mankamentem jej są refleksy świetlne utrudniające czasem odczyt.

Zdjęcie

Wartburg 353 /IFA

Nie podzielam zastrzeżeń co do zespolonego przełącznika, który moim zdaniem, jest bardzo dobrze rozwiązany i nigdy, nawet w najgorszych warunkach, nie miałem żadnych problemów z posługiwaniem się tym urządzeniem. Dosłownie jednym palcem można, nie odrywając ręki od kierownicy, włączać kierunkowskaz, zmianę świateł i dawać sygnały dźwiękowe np. we mgle.

Choć nigdy nie miałem problemu ze stwierdzeniem czy silnik pracuje, czy też nie, to blokadę zabezpieczającą przed powtórnym włączeniem rozrusznika uważam za bardzo pożyteczną. Miejsce na radioodbiornik jest rzeczywiście odległe od kierownicy, lecz nawet zapięty w pasy nie miałem nigdy trudności z jego obsługą. Posługiwanie się dźwignią zmiany biegów, nawet po 13 latach, jest nadal bardzo proste i nigdy nie wystąpiły zakłócenia w pracy tego mechanizmu. Doskonała widoczność we wszystkich kierunkach, dwie wycieraczki z różnymi prędkościami i wydajny zmywacz daje możliwość utrzymania szyby w czystości, a tym samym bezpiecznej jazdy. Jest to wielka zaleta Wartburga. Usuwanie zamglenia szyby przedniej, od czasu kiedy założyłem dmuchawę z regulowaną potencjometrem prędkością od 0 do max. nie nastręcza mi żadnych kłopotów, lecz model mój ma inaczej usytuowane dysze, więc może tu "pies pogrzebany".

Wprowadzenie dwustopniowego podgrzewanego gaźnika jest dalszym krokiem w kierunku zmniejszenia zużycia paliwa i obniżenia toksyczności spalin. Ponieważ nie mieliście okazji sprawdzić łatwości rozruchu w niskich temperaturach, proponuję oprzeć się na moich doświadczeniach z 11 zim - żadnych problemów z rozruchem. Detonacyjne spalanie przy nagłym wciśnięciu pedału przyspieszenia ma miejsce również w moim modelu, mimo starannej regulacji gaźnika i zapłonu. Niemniej miałem okazję jeździć egzemplarzem, w którym zjawisko to występowało w minimalnym stopniu.

Z możliwości wyłączania biegów bez użycia sprzęgła korzystam od wielu lat bez szkody dla sprzęgła i linki, które wymieniłem dopiero jeden raz. Co prawda mój samochód posiada jednoobwodowy bębnowy układ hamulcowy i nigdy nie miałem z nim większych kłopotów (prócz wycieku z cylinderka hamulcowego i pęknięcia przewodu), to jednak wprowadzenie układu dwuobwodowego i hamulców tarczowych na kołach przednich uważałem za absolutnie konieczne, bowiem zwiększa to bezpieczeństwo jazdy. Nawiasem mówiąc, układ taki stosowany jest w Wartburgach już od 1975 roku. Hamulec ręczny powoduje całkowite zablokowanie kół tylnych, a korektor siły hamowania rzeczywiście zabezpiecza przed zbyt wczesnym zablokowaniem kół tylnych.

Zdjęcie

Wartburg 353 /IFA

Chciałem jeszcze pochwalić zastosowanie we wszystkich modelach Wartburga od roku 1965 samoczynnej regulacji ustawienia szczęk hamulcowych. Jest to doskonałe urządzenie utrzymujące automatycznie zawsze prawidłowe ustawienie szczęki względem bębna.

Podsterowną charakterystykę tego samochodu całkowicie potwierdzam. Jednak świetne resorowanie, prawidłowo dobrany stabilizator i przedni napęd pozwalają na szybkie pokonywanie nawet ostrych zakrętów, a do znacznych przechyłów trzeba się po prostu przyzwyczaić.

Nie zgodziłbym się natomiast z uwagą, że Wartburg dobrze radzi sobie na bezdrożach. Nie dobrze, tylko wspaniale! Nie znam samochodu z krajów socjalistycznych, który dorównałby w tym względzie Wartburgowi. Nigdy nie zdarzyło mi się gdziekolwiek utknąć, czy to w śniegu, czy w błocie, czy też w piasku. Mogę śmiało powiedzieć, że przy odrobinie doświadczenia i umiejętności dla Wartburga nie ma drogi nieprzejezdnej.

Zużycie paliwa jest bardzo drażliwą sprawą. Oprócz prawidłowej regulacji silnika zalecanej przez producenta, na wielkość zużycia ma wpływ sposób prowadzenia samochodu, jego stan techniczny i warunki atmosferyczne. W moim pojeździe udało mi się uzyskać 7,4 dm3/100 km, ale także 12,5 - przy bardzo srogiej zimie. Niemniej jednak zużycie średnie 9 dm3/100 km w moim 13-letnim Wartburgu jest wynikiem bardzo dobrym. Znajomi jeżdżący Polskimi Fiatami rzadko mogą pochwalić się takimi wynikami.

Oświetlenie samochodu jest, jak podaliście w badaniu drogowym, wyśmienite, nawet przy zastosowaniu zwykłych żarówek. Stref zgniotu (odpukać) nie miałem możliwości sprawdzić, jednakże specjalne zabezpieczenie klamek wewnętrznych, częściowo opuszczane szyby tylne, na pewno zwiększają bezpieczeństwo jazdy. Osobiście zapięty w pasy czuję się w Wartburgu bardzo dobrze i bezpiecznie. Układ przewietrzania nie jest najlepszy, ale za to ogrzewanie działa absolutnie bez zastrzeżeń i wystarczająco nawet przy dużym mrozie.

Bagażnik, choć trzeba podnosić przedmioty dość wysoko, jest jednak imponujący, nigdy nie zdarzyło się, abym nie zmieścił całego sprzętu, np. turystycznego. Wadliwe górne mocowanie alternatora jest dla mnie nowością, nigdy nie spotkałem się z taką usterką. Chyba że najnowszy model ma je zmienione.

Zdjęcie

Wartburg 353 /IFA

Rozpisałem się, ale i tak nie wyczerpałem swoich pozytywnych spostrzeżeń dotyczących choćby zabezpieczenia antykorozyjnego. Na zakończenie chciałbym podkreślić, że w mojej opinii Wartburg jest wygodnym, bezpiecznym, ładnym i szybkim samochodem. O niezawodności samochodu niech świadczy fakt, że przez 11 lat nigdy, nigdzie pojazd tej marki nie zawiódł mnie, zaś o łatwości obsługi - że remont generalny silnika zajął mi 3 dni, z czego 2 dni poświęciłem na szlifowanie cylindrów i regenerację wału korbowego.

Andrzej Barczykowski

Golf w skórze Wartburga - "Motor" z 1990 roku

Artykuł pochodzi z kategorii: "Motor" z przeszłości

Zobacz również

  • Używany Peugeot 607 (2000-2010) – niedoceniany

    W „Motorze” nr 52 z 20 grudnia 2004 roku w dziale „Używane” - opis przestronnego i komfortowego Peugeot 607. więcej