A było tak spokojnie

Środa, 14 listopada 2012 (21:12)

W "Motorze" z 29 stycznia 1989 roku o nowych limuzynach z Japonii oraz zbliżającej się premierze kolejnej generacji Mercedesa klasy S.

Zdjęcie

Przód zapożyczony z Mercedesa, tył samochodu zaś z modelu BMW 700, całość nosi nazwę Lexus LS 400 i ma być japońska bronią w walce na rynku pojazdów luksusowych. /Lexus
Przód zapożyczony z Mercedesa, tył samochodu zaś z modelu BMW 700, całość nosi nazwę Lexus LS 400 i ma być japońska bronią w walce na rynku pojazdów luksusowych.
/Lexus
Wśród producentów samochodów popularnych, a także pojazdów średniej klasy, panuje bardzo ostra konkurencja. Mimo to na widowni pojawiają się nowe firmy, przede wszystkim z krajów Dalekiego Wschodu. W grupie samochodów luksusowych natomiast sytuacja była do tej pory ustalona - pojazdy tej klasy wytwarzała Europa. Część z nich zostawała na Starym Kontynencie, na własne potrzeby, resztę starano się ulokować na wszystkich rynkach świata, choć głównym odbiorcą pozostała Ameryka Północna. Tamtejsi wytwórcy też oczywiście produkują pojazdy luksusowe, lecz Cadillac nigdy nie cieszył się takim uznaniem, jak, powiedzmy, Mercedes.

Na starcie wyścigu o prymat w grupie samochodów luksusowych stają po raz pierwszy Japończycy! Zaczynają powoli. Na przykład Honda. Najpierw zaskarbiła sobie względy Amerykanów doskonałą jakością swych wyrobów i, wytrwale polepszając poziom obsługi oraz niezawodność samochodów, uzyskała pierwsze miejsce na liście tzw. wskaźnika satysfakcji klienteli, wypierając z tej pozycji... Mercedesa. Gdy osiągnięto już ten najwyższy szczebel uznania, przyszła pora na wprowadzenie na rynek USA nowej marki samochodowej - Acura. Pojazdy noszące tę nazwę są oczywiście wytwarzane nadal przez Hondę, lecz zmiana marki ma podkreślić ich przynależność do grupy samochodów bardziej luksusowych.

Reklama

Dwaj japońscy potentaci samochodowi, Toyota i Nissan, nie mogli oczywiście pozostać w tyle. Niemal jednocześnie zaprezentowali oni swoje modele luksusowe, przeznaczone wyłącznie na rynek amerykański. Interesujące, że w obu przypadkach pojazdy te oferowane są w dwóch wielkościach. I tak Toyota Lexus LS 400 z silnikiem V8 o pojemności 4 dm3 i mocy 184 kW to model droższy, natomiast Lexus ES 250 z silnikiem V6 2,5 dm3 i mocy "zaledwie" 115 kW przeznaczona jest dla tych, którzy nie mają jeszcze dostatecznie dużych funduszy. Podobnie Nissan oferuje dwa modele samochodu Infiniti zwane Q 45 i M 30. Pierwszy z nich ma silnik V8 o pojemności 4,5 dm3 i mocy 198 kW, drugi widlastą szóstkę o pojemności 3 dm3 i mocy 121 kW.

Zdjęcie

Dla mniej zasobnych Toyota przewiduje tańsza wersję z silnikiem V6 noszącą oznaczenie Lexus ES 250. /Lexus
Dla mniej zasobnych Toyota przewiduje tańsza wersję z silnikiem V6 noszącą oznaczenie Lexus ES 250.
/Lexus

Silnik widlasty V8, a od lat przeszło dziesięciu także V6, to konstrukcje w USA powszechnie znane. Japończycy usiłują więc zdobyć uznanie odbiorców przez wprowadzanie do jednostek napędowych całego arsenału nowoczesnej techniki: cztery wałki rozrządcze (po dwa na każdej głowicy), cztery zawory w każdym cylindrze, elektroniczne zarządzanie wszystkimi funkcjami silnika. Nissan ma nawet zmienne czasy otwarcia zaworów dolotowych, Toyota odpowiada na to instalowaniem zmiennej przestrzeni wstępnej układu dolotowego.

Nic dziwnego, że silnikom nie brakuje mocy. Przyzwyczajonym do komfortu Amerykanom to jednak nie wystarcza. Instalowane są więc elektronicznie sterowane przekładnie automatyczne. Jedynie w przypadku modeli V6 otrzymać można skrzynie sterowane ręcznie, w tym i takie o pięciu biegach.

W droższych modelach obu marek nie spotkamy zawieszenia na kolumnach MacPherson, to dobre jedynie dla modeli V6. Jak luksus to luksus. Konstruktorzy modeli droższych wyposażają je w zawieszenie niezależne na podwójnych wahaczach poprzecznych, z tyłu zaś koła prowadzone są przez skomplikowany układ wielodrążkowy. Na życzenie otrzymać można nawet sterowanie kół tylnych. Nie trzeba chyba dodawać, że resorowanie ma zmienne siły tłumienia w zależności od stopnia załadowania samochodu oraz warunków drogowych, jak też i sposobu jazdy.

Zdjęcie

Nissan Infiniti mniej przypomina europejskie wzorce. Oprócz limuzyny samochód ten wytwarzany ma być również w wersji coupé i cabrio. /Infiniti
Nissan Infiniti mniej przypomina europejskie wzorce. Oprócz limuzyny samochód ten wytwarzany ma być również w wersji coupé i cabrio.
/Infiniti

Parę słów o nadwoziach. W tej dziedzinie nie widać specjalnego wysiłku japońskich twórców. Wiadomo, że do tej pory wzorcem luksusu były modele Mecedesa i ostatnio nowej serii BMW 700. Zapożyczono więc rozwiązania stylistyczne z obu tych samochodów, starając się uzyskać harmonijną całość. Jakoś to wyszło w przypadku Toyoty, mniej natomiast udany wydaje się model Nissana.

Japońscy twórcy muszą się jednak mieć na baczności. Oto Mercedes, zagrożony już w Europie przez BMW, szykuje się do ofensywy. Za rok pokazany ma być nowy model klasy S napędzany silnikami o pojemności 3,2 dm3 (6 cylindrów w rzędzie, 170 kW), 4,2 dm3 (V8, 200 kW), 5 dm3 (V8, 240 kW), a w przypadku modelu najdroższego nawet z silnikiem V12 o pojemności 6 dm3 i mocy sięgającej 300 kW. Wszystkie te jednostki napędowe mieć będą nie tylko po cztery zawory na cylinder, elektroniczne sterowanie wtrysku paliwa i zapłonu, lecz również zmienne czasy zaworowe, zarówno w odniesieniu do zaworów dolotowych jak i wylotowych. Nie zabraknie oczywiście regulacji sił tłumienia amortyzatorów automatycznie dostosowującej ich twardość do warunków drogowych. Seryjnie stosowany będzie układ zapobiegający poślizgowi kół przy zbyt dużym otwarciu przepustnic, no i oczywiście ABS w swej ostatniej, udoskonalonej wersji. Nawet wspomaganie układu kierowniczego nie obejdzie się bez elektroniki. Aby już zupełnie pognębić konkurentów, samochody Mercedes klasy S mieć będą... podwójne szyby boczne, w celu zmniejszenia penetracji przez promienie słoneczne wnętrza pojazdu.

Szczególny akcent położony ma być na komfort. Już w wersji standardowej rozstaw osi wynosić ma aż 304 cm, w wersji wydłużonej będzie on jeszcze o 14 cm większy.

Zdjęcie

Najgrożniejszy konkurent pojawi się dopiero za dwa lata. Będzie to Mercedes nowej serii S, szerszy i wyższy od dotychczasowych samochodów tej grupy (W126, fot.). Komfort przede wszystkim! /Mercedes
Najgrożniejszy konkurent pojawi się dopiero za dwa lata. Będzie to Mercedes nowej serii S, szerszy i wyższy od dotychczasowych samochodów tej grupy (W126, fot.). Komfort przede wszystkim!
/Mercedes

Wojna została wydana. Interesujące, kto wyjdzie z tego starcia zwycięsko. O tym zadecyduje powodzenie na rynku amerykańskim. Póki co, tamtejsze firmy samochodowe nie wydają się być zdolne do nawiązania równorzędnej walki. Po cichu mogą jednak sprzyjać... przedstawicielom Dalekiego Wschodu. Powód jest prosty. Amerykańskie koncerny dysponują pewnymi udziałami w firmach japońskich, producenci europejscy nie dali się jeszcze, nawet w najmniejszym stopniu, uzależnić.

Tomasz Sobiecki, "Motor" 5/1989

Artykuł pochodzi z kategorii: "Motor" z przeszłości