Ford B-Max 1.4 Titanium - test

Piątek, 16 listopada 2012 (09:11)
Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

Projektując B-Maxa, Ford postawił przede wszystkim na oryginalność. Problem w tym, że w kilku przypadkach okazała się ona ważniejsza niż cechy praktyczne.

Zdjęcie

Niedostatki w dziedzinie praktyczności B-Max nadrabia świetnym prowadzeniem. /Motor
Niedostatki w dziedzinie praktyczności B-Max nadrabia świetnym prowadzeniem.
/Motor

Choć mogłoby się wydawać, że w świecie motoryzacji nie da się już wymyślić niczego nowego, wciąż zdarzają się auta, które potrafią zaskoczyć zupełnie niespotykanym rozwiązaniem. Raz jest to nietypowy układ siedzeń (jak w Fiacie Multipli), innym razem - niespotykane dotąd nadwozie (np. BMW X6).

Najnowszy z takich ewenementów to miejski van Forda - B-Max. Jego cechą charakterystyczną jest nietypowy sposób otwierania drzwi.

Reklama

Nowe otwarcie

Nie jest to pierwsza próba usprawnienia sposobu wsiadania do samochodu. Wśród minivanów popularnym rozwiązaniem jest odsuwana tylna para drzwi. Innym pomysłem są przednie i tylne drzwi otwierane w przeciwnych kierunkach - koncepcję tę Opel zastosował w Merivie, ale otwór powstały po otwarciu obu skrzydeł jest tu przedzielony solidnym słupkiem. Są też modele, w których owego środkowego słupka brak, ale ich tylne drzwi zawsze są bardzo krótkie (np. Mazda RX-8, Mini Clubman i wiele pick-upów).

Ford zdecydował się jednak połączyć znane już rozwiązania i w modelu B-Max stworzył zupełnie nowy sposób dostępu do auta.

Zdjęcie

Kokpit B-Maxa jest starannie zmontowany z miękkich tworzyw. Wygodnym rozwiązaniem jest wysokie położenie dźwigni zmiany biegów – dzięki temu łatwo do niej sięgać.
/Motor

Przednie drzwi otwierają się tu klasycznie, a tylne - odsuwają. Co więcej, po otwarciu obu skrzydeł powstaje ogromny otwór wejściowy, którego nie zakłóca słupek drzwiowy. Jedynym autem, w którym wykorzystano podobny pomysł jest nieoferowane w Europie Daihatsu Tanto Custom, ale w nim odsuwane tylne drzwi zamontowano tylko po stronie pasażera.

Nieduża korzyść

Ochronę w razie wypadku zapewniają niemal 20-centymetrowej grubości drzwi (dotychczas znane tylko z opancerzonych limuzyn). Czy to wystarczy, by samochód był bezpieczny? Testy zderzeniowe Euro NCAP pokazują, że tak. B-Max uzyskał w nich jeden z najlepszych wyników wśród miejskich minivanów (także w przypadku uderzenia w bok samochodu).

Ma to jednak swoją cenę - drzwi są ciężkie, więc otwarcie ich wymaga użycia większej niż zazwyczaj siły.

A jakie korzyści niesie taki system otwierania drzwi? Głównie wizerunkowe (hasło "pierwsze takie auto" zawsze dobrze brzmi w reklamach) - samo wsiadanie rzeczywiście jest łatwiejsze niż u rywali, ale różnica jest naprawdę nieznaczna.

Cena oryginalności

Po zamknięciu drzwi B-Max już się tak nie wyróżnia. Owszem, jak przystało na Forda, ma dynamiczną sylwetkę z wyraźnie zarysowanymi nadkolami i zdecydowanie zasługuje na uwagę, jednak przeciętny obserwator może mieć problem z odróżnieniem go od reszty miejskich vanów.

No ale minivany kupuje się zwykle dla ich funkcjonalności, a nie z powodu designu. Pod tym względem najnowszy Ford ma zarówno mocne, jak i słabe strony. Co prawda z przodu jego kabina należy do najprzestronniejszych w segmencie, ale z tyłu nie jest już tak dobrze. Wszystkie konkurencyjne miejskie vany oferują jadącym z tyłu więcej miejsca na nogi, głowy i na szerokość. Tę ostatnią ograniczają fragmenty nadwozia, w których mieszczą się szyny do przesuwania drzwi (widoczne na zdjęciu powyżej przy tylnym oparciu). Bardzo utrudniają one montaż fotelików dziecięcych z tyłu auta.

Inną słabą stroną B-Maxa jest widoczność z miejsca kierowcy. Co prawda siedzący wysoko kierowca świetnie widzi sytuację na drodze przed nim, ale w zakrętach nie jest już tak pięknie. Masywne słupki przed przednimi drzwiami potrafią zasłonić pieszego na łuku jezdni (choć i tak daleko im do niezwykle szerokich słupków większego C-Maxa).

Z kolei szerokie boczne i tylne słupki mocno zasłaniają to, co dzieje się za autem. Przy parkowaniu problem rozwiązuje kamera cofania, ale czasami, np. podczas włączania się do ruchu, trudno ocenić, czy nic nie nadjeżdża. Dodatkowym utrudnieniem są niewielkie lusterka boczne.

Testowany model to auto z najsłabszym silnikiem benzynowym o pojemności 1,4 l i mocy 90 KM. Biorąc pod uwagę niemal 1,3-tonową masę B-Maxa, trudno się po tej wersji spodziewać oszałamiających osiągów. I faktycznie - "sprint" do 100 km/h w ciągu 13,6 s można jeszcze "przełknąć", ale niemal pół minuty potrzebne na rozpędzenie się na ostatnim biegu od 80 do 120 km/h to zdecydowanie za dużo. Wyprzedzanie wymaga zatem redukcji przełożenia i zagonienia wskazówki obrotomierza aż pod czerwone pole, a i tak trwa bardzo długo.

Ford B-Max 1.4 Titanium

liczba zdjęć: 11

Warto dopłacić

Są jednak dwa łatwe rozwiązania dla tego problemu. Po pierwsze, można dopłacić 1100 zł do odmiany 1.0 EcoBoost o mocy 100 KM. Co prawda jest ona tylko trochę mocniejsza, ale dzięki turbodoładowaniu oferuje mniej więcej dwukrotnie lepszą elastyczność. Na polskich, przeważnie jednojezdniowych drogach bardzo ułatwia to wyprzedzanie, podnosząc zarazem bezpieczeństwo podróżnych. Co więcej, stukonny silnik zużywa na każde 100 km średnio o litr benzyny mniej niż testowana jednostka 1.4. Do turbodoładowanego silnika warto dopłacić także ze względu na świetne zawieszenie B-Maxa, które - mimo, że pozwala na naprawdę niezły komfort jazdy - zapewnia mu rewelacyjne prowadzenie. A z 90-konnym silnikiem trudno wykorzystać chociaż połowę jego potencjału. To auto aż prosi się o mocniejszy (nawet o 50 KM) silnik - tak duża jest rezerwa zawieszenia.

Drugim sposobem jest wybór większego modelu C-Max. Objęła go ofensywa cenowa Forda (a B-Maxa nie), dzięki której ceny wersji 1.6 Trend (105 KM) z klimatyzacją, sprzętem audio, systemem ESP i 6 airbagami zaczynają się od 59 900 zł. To tylko o 1000 zł więcej niż za bazowego B-Maxa bez klimatyzacji!

Podsumowanie

B-Max to bardzo ciekawe auto. Niestety, choć jest minivanem, nie zachwyca przestronnością, a w testowanej wersji także osiągami. Mimo to, zasługiwałby na uwagę, gdyby nie niezrozumiała polityka finansowa Forda, który promocją na większy model zniechęca do kupna nowości.

Dane techniczne: Ford B-Max 1.4 Titanium

Silnikbenzynowy
Pojemność skokowa1388 cm3
Układ cylindrów/zaworyR4/16
Układpoprzeczny
Zasilaniewtrysk wielopunktowy
Moc maksymalna90 KM/5700
Maks. moment obrotowy128 Nm/3500
Napędprzedni
Skrzynia biegówmanualna/5-biegowa
Hamulce (przód/tył)tarczowe went./tarcz.
Zawieszenie przednieMcPherson
Zawieszenie tyłwielowahaczowe
Średnica zawracania10,5 m
Masa/ładowność1275/470 kg
Pojemność bagażnika (min./maks.)318/1386 l
Pojemność zbiornika paliwa48 l (Pb 95)
Opony195/55 R16
Wymiar (dł./szer./wys.)408/175/160 cm
Rozstaw osi249 cm
Teoretyczny zasięg800 km
Osiągi (dane producenta)
Prędkość maksymalna171 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h13,8 s
Zużycie paliwa (miasto/trasa/cykl mieszany w l/100 km)7,9/4,9/6,0
Dane testowe
Przyspieszenie 0-100 km/h13,6 s
Elastyczność 60-100 km/h16,0 s (4. bieg)
Elastyczność 80-120 km/h28,8 s (5. bieg)
Hamowanie 100-0 km/h (zimne)38,6 m
Hamowanie 100-0 km/h (ciepłe)39,0 m
Poziom hałasu przy 100 km/h66,0 dB
Średnie zużycie paliwa (miasto/trasa w l/100 km)9,0/6,0
Rzeczywisty zasięg640 km
Cena69 200 zł

Marcin Laska

Artykuł pochodzi z kategorii: Testy i porównania

Więcej na temat:Ford | Ford B-Max

Zobacz również

  • "Car" 3/2018

    Kolejne wydanie najszybszego magazynu motoryzacyjnego już w kioskach. A w nim m.in.: najlepsze auto w historii Porsche, porównanie Alpine A110 i Forda Fiesty ST, wizyta w fabryce Koenigsegga oraz... więcej