Samochód za 1000 zł - najtańszy sposób na własne auto

Czwartek, 26 lipca 2012 (14:08)
Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej »

Czy da się kupić samochód za kwotę niższą niż tysiąc złotych? Jakie oferty brać pod uwagę, a czego unikać?

Zdjęcie

Stara, ale jara: Vectra z silnikiem 1.7D z trudem odpala w zimie (kiedyś służyła jako taksówka) i ma łyse tylne opony, ale kosztowała jedynie 900 zł. /Motor
Stara, ale jara: Vectra z silnikiem 1.7D z trudem odpala w zimie (kiedyś służyła jako taksówka) i ma łyse tylne opony, ale kosztowała jedynie 900 zł.
/Motor
Przez długie lata w Polsce samochody były bardzo drogie, a paliwo - względnie tanie. Teraz sytuacja jest zupełnie odwrotna. Za trzy przeciętne kwoty tankowania do pełna można kupić sobie (prawie) całkowicie sprawny i nadający się do użytku pojazd, jednak pod pewnymi warunkami. Za grosze oferowane są przede wszystkim samochody zdekompletowane, którym brakuje jakiegoś istotnego elementu wyposażenia. Właściciel, wiedząc o zbliżającym się terminie zapłaty kolejnej stawki ubezpieczenia OC, jest gotów pozbyć się swojego pojazdu za grosze, a każdy brak radykalnie obniża cenę. Nie ma znaczenia to, że np. rozbity po stłuczce reflektor można dokupić na złomowisku za 50 zł - jego nieobecność sprawia, że samochód nie ma prawie żadnej wartości.

Najczęściej właścicielowi nie chce się bądź nie ma on czasu zająć się defektami swojego auta, a przy okazji często ma już następne, nowsze. To właśnie moment dla łowcy okazji. Im bliżej terminu zapłaty OC, tym właściciel skłonniejszy do ustępstw cenowych. W końcu lepiej jest dostać 500 zł, niż zapłacić 500 zł. Oczywiście niektórzy nie przejmują się szczególnie obowiązkowym ubezpieczeniem i po prostu go nie płacą, ale zapewniamy, że Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny skutecznie egzekwuje należności.

Reklama

Bądź samodzielny
Aby móc użytkować samochód kupiony za kilkaset złotych, trzeba mieć trochę umiejętności mechanicznych i miejsce do wykonywania prostych prac mechanicznych. Po pierwsze, nie warto podnosić wartości naszego zakupu oddając go do mechanika, a po drugie - wiele warsztatów w ogóle nie będzie chciało podjąć się pracy przy takim aucie, przekonując właściciela, że "do wymiany jest wszystko", a najlepiej gdyby kupił sobie nowy. Niezwykle przydatna jest więc znajomość z mechanikiem, u którego można sobie coś naprawić "po godzinach". Trzeba także śledzić aukcje i ogłoszenia w internecie. Często okazuje się, że najlepszym sposobem zdobycia części do naszego pojazdu jest zakup drugiego takiego samego, wymontowanie cenniejszych podzespołów i oddanie reszty do stacji demontażu pojazdów.

Zdjęcie

Niekiedy do sprzedaży samochodu zmusza właściciela usterka trudnej do zdobycia części.
/Motor

Wszystko da się kupić...
Często powodem sprzedaży samochodu za grosze jest (teoretyczna) niemożność dokupienia pewnych części do nietypowych modeli, bez których są one bezużyteczne. Przykładem są np. zwijane dachy w starszych autach japońskich, które są zwykle podarte, ciekną i nie dają się zamknąć. Dorabianie dachu to ogromny wydatek, a dokupienie używanego graniczy z cudem. Czasem jednak do sprawy można podejść od zupełnie innej strony. "Znalazłem na złomowisku dobry dach do Mazdy 121" - opowiada Wojtek - "właściciel złomowiska nie wiedział do jakiego auta on pasuje i sprzedał go za 100 zł. Za dwa miesiące znalazłem niezłą Mazdę 121 z podartym dachem brezentowym. Wytargowałem ją od właściciela za 700 zł".

Inna rzecz, że niektóre elementy w dobrym stanie potrafią osiągać ceny podobne jak cały samochód, np. niezardzewiała klapa tylna od Skody Felicii, która praktycznie już "nie występuje w naturze". Niejednokrotnie także powodem sprzedaży jest nawracająca, irytująca usterka, której właściciel nie potrafi zwalczyć. "Za 500 zł kupiłem Polo, w którym alternator nie ładował akumulatora. Właściciel sprzedał je w złości, kiedy zawiodło jego żonie w nocy poza miastem. Okazało się, że winne były tzw. zimne luty w układzie wskaźników. Podmieniłem zegary, przy okazji obniżając stan licznika o połowę i wszystko wróciło do normy" - opowiada zadowolony nabywca. Oczywiście do takich "manewrów" potrzebna jest podstawowa wiedza z dziedziny mechaniki i elektryki.

...ale tego nie dotykaj
Niektórych samochodów jednak kupować nie należy nawet za złotówkę. Zwłaszcza tych, w których występują poważne problemy z dokumentami: błędy w numerze nadwozia, zagubiony dowód rejestracyjny i brak ciągłości umów kupna-sprzedaży równocześnie czy też auta bez prawa do rejestracji, np. wyrejestrowane po kradzieży lub poddane zastawowi za długi względem skarbu państwa. Zwłaszcza ten ostatni przypadek jest niezwykle problematyczny - czasem całkiem porządne auta oferowane są w cenie złomu, a sprzedający "zapomina" dodać, że pojazd został zajęty przez komornika. Nie warto interesować się samochodami z przerdzewiałą podłogą lub mocowaniami kielichów amortyzatora (typowy problem np. starych Opli Corsa). Poza sferą zainteresowań łowców aut za kilkaset złotych pozostają także starsze, duże modele, zwłaszcza francuskie, w których walka z elektroniką sprzed 20 lat może skończyć się tylko porażką człowieka.

Podsumowując: bez problemu można kupić samochód za kilkaset złotych, ale to początek wydatków. Jednak takie oferty skierowane są do specyficznego typu nabywcy, który nie boi się pobrudzić sobie rąk.

Akceptowalne braki i usterki

Teoretycznie, każdą usterkę samochodu należy usunąć. W praktyce, w starszym samochodzie na niektóre można przymknąć oko, zwłaszcza gdy chodzi o drobny wyciek, a jego usunięcie wymagałoby np. demontażu silnika i skrzyni biegów. Podobnie jest z korozją elementów pozbawionych znaczenia nośnego. Większość samochodów w cenie do 1000 zł jest użytkowana zaledwie przez rok-dwa lata, a zatem nie ma sensu inwestować w skomplikowane naprawy. 

Zdjęcie

Radą na zwiększone zużycie oleju są jedynie dolewki, najczęściej niedrogiego oleju mineralnego. Remont to zbyt kosztowna opcja.
/Motor

Niewielkie wycieki
Jeśli gdzieś coś cieknie, a nie ma to jeszcze zastraszających rozmiarów, pozostaje dolewać stosownego płynu i wycierać ten, który wyciekł. Często do usunięcia wycieku trzeba demontować pół samochodu.

Korozja błotników
Błotnik i tak jest tylko dokręcony i doklejony do nadwozia (mowa o przednim), a zatem jeśli skoroduje, nie dzieje się nic złego. Podobnie jest z przednim pasem czy tylną klapą. Wiele osób uzupełnia je srebrną taśmą.

Zmatowiałe reflektory
Wprawdzie można dokupić lepsze, używane albo poddać klosze regeneracji, ale wiele osób po prostu wsadza mocniejsze żarówki i w ten sposób obchodzi problem zmatowiałych odbłyśników.

Silnik zużywający olej
Olej po prostu należy regularnie uzupełniać (gęstym olejem mineralnym), co jakiś czas zlać wszystko co zalega w misce olejowej, wymienić filtr, dolać specyfiku typu "Motodoktor" i jeździć dalej.

Te wady dyskwalifikują auto

W niektórych przypadkach zużycie pojazdu jest tak zaawansowane, że nie opłaca się danego auta naprawiać, nawet jeśli byłoby oferowane za darmo. Niestety, obficie solone zimą polskie drogi zniszczą praktycznie każdą blachę, a niektóre modele są na to szczególnie  podatne. Jednak nic nie jest dla samochodu bardziej dyskwalifikujące niż wady prawne, bo auto naprawić da się zawsze, ale wygrać z naszą rozbudowaną i nieprzychylną biurokracją potrafią tylko nieliczni.  

Zdjęcie

Korozja mocowań amortyzatorów - taki samochód jest niebezpieczny.
/Motor

Korozja elementów nośnych
Rdza lubi pojawiać się na spawach w okolicach mocowań tylnego i przedniego zawieszenia. W konsekwencji może dojść do sytuacji, że kolumna przednia lub tylne amortyzatory wpadną do środka auta.

Skrzywione nadwozie
Samochody bardzo tanie często są powypadkowe, a jeszcze częściej uszkodzenia naprawiono w garażu bez zwracania uwagi na to, czy nadwozie trzyma geometrię. Jeśli jest wyraźnie krzywe, to kompletny złom.

Samochód po powodzi
Charakterystyczny smród stęchlizny, rdza na podłodze, niedziałająca elektryka - to najczęstsze wady samochodów popowodziowych. Nie da się ich naprawić, wiele osób próbuje sprzedać je za grosze.

Wady dokumentacji
To najgorsze co może się przydarzyć: kupujemy samochód w dobrej wierze i okazuje się, że nie można go zarejestrować, bo np. 1/4 jego wartości należy do zmarłego, który ma czworo spadkobierców.

Tymon Grabowski

Artykuł pochodzi z kategorii: Samochody używane

Zobacz również